Krakon... Jako, że był to mój pierwszy konwent, jestem jedną z najgorszych osób które mogłyby się wziąć za napisanie sprawozdania z tego konwentu. Ale napiszę, bo obiecałem i mam kilka słabych zdjęć do wstawienia. Wszystko odbywało się w budynku należącym do akademii górniczo-hutniczej zwanej dalej AGH.
Dzień 1
Dnia pierwszego dostaliśmy się (ja i moi znajomi) na teren AGH, gdzie przywitała nas kolejka ciągnąca się przez 100 metrów i w zasadzie nie przesuwająca się do przodu.
Okazało się, że my jako, że nie było nas nigdy wcześniej na Krakonie mogliśmy się wpisać od razu, bez stania w kolejce. Niestety powiadomiono nas o tym dopiero po pół godzinie stania w pełnym słońcu... (Swoją drogą obiecano kupującym akredytację brak stania w kolejce i się z tej obietnicy nie wywiązano.)
Każdy dostał smycz z identyfikatorem, bransoletę na rękę i fajną papierową torebkę z planem konwentu i reklamami innych.
Pierwsze dotarcie do szkoły w której mieliśmy spać to była maskra, ponieważ szkoła mieściła się 30 minut od sleeproomu, a ciepło było straszliwie. Na szczęście dotarliśmy, zostawiliśmy rzeczy i udaliśmy się spowrotem na teren konwentu, gdzie przywitał nas naprawdę nudny panel o horrorach.
Wyszliśmy w połowie udając się z kolegą na kilka paneli jednocześnie i kończąc u boku pani ślimak, a resztę dnia spędziliśmy szukając klubu studio (sick, zwiedziliśmy kawałek Krakowa, by zorientować się, że klub studio był na miasteczku studenckim 2 minuty od budynku AGH) i rozmawiając z ludźmi.
Dzień 2
Na drugi dzień pojawiły się z dawien dawna oczekiwane konsole w konsol roomie (swoją drogą udostępniono gry analogowe, odkryłem munchkina... Świetna zabawa, polecam), a swój panel miał klub szermierczy w auli.
Dzień 3
Po turnieju udałem się na przekąskę w postaci sushi przygotowywaną na oczach konsumenta w klubie Studio przez wykwalifikowany personel (raczej nie z tego klubu), smakowało pysznie i ludzi interesujących się tym proszę o zostawienie informacji w komentarzu jak się to sushi nazywało, bo na śmierć zapomniałem sobie zapisać.
Na temat tego dnia, nie będę się specjalnie rozpisywał ponieważ do godziny 12 starałem się ogarnąć, a potem wybrałem się na krakowski rynek pozwiedzać. Nikt z helpu nie chciał mi już wydać nowego identyfikatora, a z plusów to zaofiarowano pomoc w postaci pilnowania rzeczy konwentowiczów do godziny 17 kiedy to Krakon oficjalnie został zakończony.
Następnie udałem się w stronę panelu pani Magdaleny Białek, która w znakomity sposób przedstawiła podobieństwa w książkach Lovecrafta i Poe'go. Niestety później już nie zaciekawił mnie żaden z odwiedzonych przeze mnie paneli oprócz art roomu w którym wziąłem udział w konkursie na rysowanie pokemona.
Dzień 3
Tego dnia byłem ponownie na warsztatach szermierki, tylko, że tym razem prezentowali walkę "historyczną" na scenie w klubie studio. Następnie pokusiłem się o odwiedzenie sali komputerowej celem zobaczenia na własne oczy jak funkcjonuje Artemis czyli symulator mostka okrętu gwiezdnego. Pobawiłem się trochę samemu, zepsułem zabawę jakimś brodaczom z komputera obok strzelając do nich na wypróbowanie bombą nuklearną, po czym, salwując się brawurowo ucieczką z sali komputerowej, udałem się do miasteczka akademickiego.
Na terenie miasteczka w tym czasie odbywał się turniej szermierki zorganizowany przez ludzi od warsztatów w którym wziąłem, niestety z marnym skutkiem, udział. Zabawa była przednia i darmowa, aczkolwiek nie jestem pewien czy główny prowadzący był trzeźwy...
Po turnieju udałem się na przekąskę w postaci sushi przygotowywaną na oczach konsumenta w klubie Studio przez wykwalifikowany personel (raczej nie z tego klubu), smakowało pysznie i ludzi interesujących się tym proszę o zostawienie informacji w komentarzu jak się to sushi nazywało, bo na śmierć zapomniałem sobie zapisać.
Dzień 4
Na temat tego dnia, nie będę się specjalnie rozpisywał ponieważ do godziny 12 starałem się ogarnąć, a potem wybrałem się na krakowski rynek pozwiedzać. Nikt z helpu nie chciał mi już wydać nowego identyfikatora, a z plusów to zaofiarowano pomoc w postaci pilnowania rzeczy konwentowiczów do godziny 17 kiedy to Krakon oficjalnie został zakończony.
Krótkie podsumowanie
Krakon pod względem logistycznym był porażką, Pilipiuk przeniesiony z piątku na niedzielę, odwoływane panele, konsole dzień po czasie, nieogarnięcie pijanych ludzi, czepianie się o szczegóły (no ja się za przeproszeniem do cholery pytam, po co mi identyfikator do wstępu do klubu studio skoro mam niezdejmowalną bransoletę?). Na szczęście ogrom atrakcji, gry planszowe, mili ludzie i deadpool uratowali sytuację. Ten konwent dostaje ode mnie solidne 7 na 10.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz